20.02
-
Zgodnie z planem, zanim udamy się na zasłużony odpoczynek, postanawiamy wybrać się na spacer. Pytamy w recepcji o drogę na plażę. Z mapy wynika, że to zaledwie około 2 kilometrów, jednak kilku młodych ludzi pracujących w punkcie informacji turystycznej twierdzi, że to ponad 10 kilometrów. Na razie nie chcemy korzystać z ich usług i decydujemy się przejść. (Dzień później, po sprawdzeniu na innej mapie i drogowskazach, doszliśmy do wniosku, że faktycznie mogło być to około 10 kilometrów)
-
Generalnie, na tych terenach mało kto porusza się pieszo. Większość osób korzysta z trójkołowych tuk-tuków, które są tu powszechnym środkiem transportu. My jednak przez dobre pół godziny nie poddajemy się i, omijając po drodze pojawiające się czasami „krowie placki”, docieramy do nabrzeża. Robimy kilka pamiątkowych zdjęć i stwierdzamy, że chyba jednak skorzystamy z transportu, aby wrócić do hotelu.
-
Okazuje się, że koszt przejazdu tuk-tukiem to zaledwie 20 rupii (około 1 dolara amerykańskiego). Prosimy więc kierowcę o transport najpierw na bazar, gdzie chcemy kupić wodę. Niestety, kierowca słabo włada językiem angielskim, więc kiedy już docieramy na targowisko, trudno nam zmienić pierwotną decyzję i poprosić o zawiezienie nas do konkretnego sklepu. Kierowca jednak nie poddaje się i po chwili trafiamy do restauracji, gdzie udaje nam się kupić napoje. Kierowca towarzyszy mi w środku – prawdopodobnie po to, aby właściciel lokalu wiedział, że to on mnie tu przywiózł. Ceny napojów wydają się być regulowane urzędowo, ponieważ płacimy dokładnie tyle, ile widnieje na wydrukowanej etykiecie. W naszej hotelowej restauracji cena jest identyczna – 15 rupii.
-
Wracamy do hotelu około godziny 11 i postanawiamy trochę odespać. Budzimy się dopiero przed 17, aby zdążyć na umówione spotkanie z naszymi opiekunami. -
Zgodnie z „programem pobytu” zostajemy przetransportowani do Cellular Jail – prawdopodobnie głównej atrakcji turystycznej tego miejsca, gdzie odbywa się spektakl „światło i dźwięk”. Być może nastawialiśmy się na coś więcej, myśląc o „show”. W rzeczywistości przedstawienie sprowadza się do płynącej z głośników historii Andamanów i samego więzienia, a także opowieści o walce o wolność. Nie ma żadnych aktorów, jedynie kilka świateł podświetlających cele więzienne i krzaki na dziedzińcu w miarę rozwoju narracji.
Na szczęście całość trwa tylko 45 minut – raczej nie polecamy. Cena biletu nie jest wysoka – jedynie 20 rupii. -
Po występie udajemy się z powrotem do hotelu, gdzie już rozpoczęły się przygotowania do Diwali Eve – imprezy, na którą bilety rozprowadza recepcja.
-
Impreza okazała się całkiem przyjemna. Wystąpił śpiewający zespół hinduski, serwowano całkiem przyzwoite miejscowe jedzenie oraz zimne napoje. W ramach „dezynfekcji” i po długich wyjaśnieniach zamawiamy alkohol.
-
Po części muzycznej odbywa się gra w bingo. Lektor wyczytuje numerki, a osoby, które wcześniej nabyły kupony, zgłaszają, kiedy skreślą u siebie odpowiedni układ cyfr.
-
Następnie mamy okazję spróbować miejscowej kuchni – wybór jest dość spory. Nam najbardziej smakują pieczone placki pszenne.
-
Około godziny 21 następuje kulminacyjny punkt imprezy, czyli palenie zimnych ogni i odpalanie fajerwerków. Generalnie są to tylko małe pióropusze ognia, ale odpalane również przez dzieci. Tutaj nikt nie zwraca uwagi na to, że są to materiały niebezpieczne – na szczęście nic nikomu się nie stało.
-
Przed zakończeniem imprezy postanawiamy udać się do pokoju, aby odespać poprzednią noc i przygotować się na kolejny dzień.