Dzień czwarty – raj na Havelock

  • Pierwsza noc minęła nam bardzo spokojnie. Na szczęście obyło się bez nieproszonych gości w postaci insektów. Jedynym niepokojącym dźwiękiem był ten, który sugerował, że pod podłogą naszej chatki przeczołgało się jakieś zwierzę – być może kot lub pies.

  • Obudziliśmy się dopiero na dźwięk budzika, o ósmej rano. Słońce już dawno wstało i świeciło wysoko na niebie. Okazało się, że ponownie nie ma prądu, ale na poranne godziny nie jest on nam zbytnio potrzebny.

    Od Andaman Islands
  • Na śniadanie zamówiliśmy masala omlet – był naprawdę pyszny, z dodatkiem pomidorów i papryczek chili, choć nie był zbyt ostry. Do omletu podano obowiązkowo tosty. Rano podpisaliśmy również rachunek za poprzedni dzień, który na szczęście zgadzał się z tym, co faktycznie spożyliśmy.

 

 

  • Punktualnie o dziesiątej, a nawet kilka minut przed czasem, zjawił się nasz kierowca. Przejazd zajął nam około 30 minut. Po drodze podziwialiśmy malownicze krajobrazy – mijaliśmy gęstą dżunglę, rozległe pola ryżowe oraz liczne chatki lokalnej ludności.

  • Po dotarciu na plażę numer 7, kierowca wyjaśnił nam, że ma ona aż 8 kilometrów długości. Wskazał nam również, gdzie znajdują się przebieralnie, i umówiliśmy się z nim na odbiór o godzinie 12:30.

    Od Andaman Islands
  • Kierowca zasugerował, że w budkach znajdujących się przy wjeździe na plażę możemy coś zjeść. Początkowo budki te nie zrobiły na nas najlepszego wrażenia i nie zdecydowaliśmy się na posiłek. Jak się później okazało, było to nasze błędne założenie, ponieważ pierwsze wrażenie okazało się mylące.

  • Przy wejściu na plażę spróbowaliśmy świeżej wody kokosowej, bezpośrednio z orzecha. Zapytaliśmy o cenę – 15 rupii. Zaproponowaliśmy 10, ale wydaje nam się, że cena regularna jest jednak niższa.

    Od Andaman Islands
  • Plaża numer 7 została niegdyś uznana za najpiękniejszą plażę świata według pewnego tygodnika i rzeczywiście robi ogromne wrażenie. Zastała nas tam tylko niewielka grupka turystów, w większości pochodzących z Indii. Po prawej stronie od wejścia, wśród drzew, znajdowało się wiele turystycznych domków, które nieco przypominały tanie kwatery nad polskim morzem.

    Od Andaman Islands
  • Na plaży powiewała (a właściwie wbita była w piasek) czerwona flaga, co oznaczało zakaz kąpieli. Fale faktycznie były dość spore, niektóre sięgały około metra wysokości, oceniając je moim niewprawnym okiem. Nie przeszkadzało nam to jednak wcale w kąpieli. Niestety, nie było możliwości snorkelingu, ale generalnie ta plaża, poza jednym fragmentem zwanym Blue Lagoon, oferuje jedynie idealnie biały piasek i turkusową wodę. Zatem maska i fajka nie były tu koniecznością.

  • Przeszliśmy kilkaset metrów w prawo, w kierunku plaży przy Barefoot Resort. Poza nami były tam tylko trzy inne osoby. Dołączyły do nas dwa psy, które postanowiły nam towarzyszyć przez cały czas i skutecznie odstraszały inne psy, które również chciałyby się do nas przyłączyć.

  • Psy są tutaj obecne niemal wszędzie – prawdopodobnie nie mają właścicieli. Reagują na dźwięk otwieranej torby, co prawdopodobnie kojarzy im się z możliwością otrzymania posiłku od turystów. Nie wiem, czy otrzymują inne jedzenie, ponieważ wyglądają na dość zaniedbane. Nie stanowią one jednak większego zagrożenia. Zazwyczaj schodzą ludziom z drogi, a jeśli nie chcą odejść, wystarczy podnieść głos i je przepędzić – boją się. Raczej nie należy ich karmić, ponieważ po chwili może pojawić się ich wielokrotnie więcej. Warto również nie zostawiać plecaka na piasku bez opieki – widzieliśmy, jak jeden z psów oznaczył plecak jako swoje terytorium. Szkoda nie była duża, ponieważ właścicielka po powrocie z wody niczego nie zauważyła.

  • Woda była niezwykle czysta, ciepła i pozwalała na wspaniałą zabawę. Skakaliśmy przez fale, a także zanurzaliśmy się tuż przed nimi pod wodę. Jeśli dobrze wymierzyliśmy moment, mogliśmy uzyskać efekt karuzeli rodem z wesołego miasteczka, obracając się pod wodą, lub popłynąć na grzbiecie fali niczym surfer.

  • Po półtorej godziny szaleństw w falach postanowiliśmy, że czas rozejrzeć się po okolicy. Dowiedzieliśmy się, że w pobliżu znajduje się miejsce, gdzie trenowane są słonie. Niestety, nie udało nam się tam dotrzeć.

    Od Andaman Islands
  • Na miejsce spotkania z kierowcą dotarliśmy 30 minut przed umówioną godziną. Przyjrzeliśmy się budkom z jedzeniem, ale po raz kolejny nie zdecydowaliśmy się na posiłek (co, jak się okazało, było kolejnym błędnym wyborem).

  • Kierowca przyjechał 5 minut przed czasem, ale widząc, że już na niego czekamy, zapytał, czy jest spóźniony. Naprawdę punktualność wydaje się tutaj być kwestią honoru.

  • Kierowca zadzwonił, aby upewnić się co do godziny odpływu naszego promu i umówiliśmy się na spotkanie następnego dnia o godzinie 10 rano.