Fakty i mity o Indiach

Kilka mitów o Indiach, które nie do końca pokrywają się z rzeczywistością

Być może nasze spostrzeżenia wynikają z faktu, że najpierw odwiedziliśmy Andamany – a to przecież nieco inne Indie. Poza tym również na kontynencie spędzaliśmy czas raczej w lepszych hotelach i w bardziej zadbanych dzielnicach, co z pewnością wpłynęło na nasze pierwsze wrażenia.

  1. Mit: jest brudno. Fakt: nasze pokoje, restauracja i alejki hotelowe były bardzo czyste. Nawet jeśli rozważymy europejskie standardy, to w mniejszych hotelach czystość była na naprawdę wysokim poziomie.

  2. Mit: jest dużo insektów. Fakt: w pokoju nie stwierdziliśmy ani jednego nieproszonego gościa, nie licząc jednego pająka w hotelu w Port Blair. Generalnie hotel ten, prawdopodobnie pod opieką rządu, wykazywał pewne niedociągnięcia. Wychodząc wieczorem, zawsze smarowaliśmy się preparatem przeciwko komarom – nieco prewencyjnie. Skutecznym środkiem okazał się Muga. Komary mogą się pojawić w lesie i wieczorem. Odnotowałem jedno ugryzienie, kiedy nie zastosowałem środka, bo wyruszyliśmy z hotelu jak było jasno i wstąpiliśmy do bazy nurkowej Barefoots, która akurat znajdowała się w miejscu, gdzie komary latały.

     

  3. Mit: psy są niebezpieczne. Fakt: z psami nie ma żadnego problemu. Większość czasu widać je gdzieś wylegujące się. Czasami towarzyszą w podróży, ale nigdy się nie narzucają.
    Psy

  4. Mit: trzeba się mocno targować. Fakt: większość cen na Havelock była cenami urzędowymi lub uczciwymi cenami za produkty, a cena finalna była podawana od razu. W kilku przypadkach, kiedy zapytaliśmy o cenę w miejscu, gdzie jest dużo turystów, podawano cenę dwukrotnie wyższą. Dotyczyło to jednak zazwyczaj produktów tańszych, np. wody kokosowej, więc nawet przepłacając, traciło się mniej niż 1 zł. Zawsze można powiedzieć, że jest drogo i obserwować reakcję sprzedawcy. Warto też zapoznać się z cenami, pytając wcześniej w recepcji hotelowej (i potwierdzić na wszelki wypadek w innym źródle). W hotelu Wild Orchid wszystkie ceny były „fixed”, a napiwków w restauracji nikt nie oczekiwał, bo płaci się za wszystko przy wyjeździe.

  5. Przykładowe ceny: transport rikszą, około 15-30 rupii (tutaj trzeba negocjować, ale 30 rupii to około 2,50 PLN); kiść bananów, około 1 kg – 20 rupii; obiad dla dwóch osób w prywatnej budce na targu (smaczny, zdrowy, wbrew pierwszemu wrażeniu) – 135 rupii (w tym 2x sok z australijskich pomarańczy po 20 rupii za szklankę); posiłek w dobrym hotelu, od 200 rupii za danie (lepiej jeść „na mieście”).

  6. Mit: jedzenie może być niebezpieczne. Fakt: dopiero w trzecim dniu zdecydowaliśmy się na zjedzenie w tradycyjnej budce i była to spóźniona decyzja. Większość budek nie robi dobrego wrażenia, ale są prowadzone przez właścicieli, a ze względu na dużą konkurencję bardzo starają się oni o to, aby gość był zadowolony. Należy iść tam, gdzie są inne osoby – na pewno będzie tam smacznie i zdrowo, a do tego można wymienić z właścicielem wiele ciekawych spostrzeżeń. W wielu miejscach jest karta dań po angielsku z ustalonymi cenami.

    Miejscowa

  7. Mit: Hindusi są nachalni. Fakt: nikt nas ani razu nie zaczepił. Kilka razy ktoś zaproponował posiłek w swojej restauracji (np. bezpośrednio przy targu rybnym właściciel małej budki powiedział, że u niego przyrządza się ryby bezpośrednio z targu). Kilka razy dyskretnie spytano nas, czy nie mielibyśmy ochoty wypożyczyć skutera, roweru, czy wieczorem wyjechać na ryby, ale nie ma to nic wspólnego z nagabywaniem, jakie znamy na przykład z krajów arabskich.

  8. Mit: wszyscy oczekują napiwków. Fakt: generalnie staraliśmy się dawać napiwki, ale nie byłoby problemów, gdybyśmy tylko powiedzieli „dziękuję”. Jeśli jednak zdajemy sobie sprawę, że 10 rupii to około 67 groszy, a dla nich to wymierna suma, przyjemnie jest zostawić napiwek.

  9. Mit: Hindusi oszukują. Fakt: nam żadne oszustwo się nie przytrafiło. Raz, przy ustalonej cenie 20 rupii za transport, rikszarz z 50 chciał wydać 20, ale wystarczyło zwrócić uwagę i brakujące 10 zostało wydane. Być może wynikało to z faktu, że pierwsza podana cena to było 30 rupii – ale akurat w tym przypadku 20 było ceną odpowiednią jak za przewóz turysty, więc o resztę się upomnieliśmy.

  10. Mit: za każde zdjęcie trzeba płacić. Fakt: my nie płaciliśmy za żadne. Nie wolno przy tym być zbyt „agresywnym” i starać się wyczuć, czy można zrobić zdjęcie. Warto też zapytać. My z odmową spotkaliśmy się tylko raz, kiedy spytaliśmy o możliwość zrobienia zdjęcia dziewczynkom wracającym ze szkoły w ładnych biało-zielonych strojach. Odpowiedziały grzecznie z uśmiechem, że nie, i można było wywnioskować, że pytało je o to już wiele osób.

  11. FAKTY, które warto uwzględnić: po trzech dniach wiemy już, że cenę za przejazd należy negocjować zanim ruszymy – nie ma z tym żadnego problemu. Jeśli mamy bilety na prom, to nie znaczy, że prom nas zabierze. Tutaj przydaje się taksówkarz lub przewodnik. Okazało się, że nasze bilety były na zupełnie inne nazwiska. Nazwa łodzi, która przypłynęła, była różna od tej, która nas miała zabrać, a kapitan stwierdził, że zabiera tylko te osoby, które mają bilety w kolorze różowym. Nasz przewodnik trzymał dla nas bilety w kolorze niebieskim.

    Kolejka po bilety

    Tłum hinduskich turystów prawie walczył z obsługą, a po chwili z policjantem, który trzymał kij. Nam przewodnik kazał czekać i postawić bagaże na ziemi. Po chwili statek, przy którym czekaliśmy, zaczął odpływać. Wtedy drugi z naszych opiekunów zawołał nas na drugi prom, gdzie kapitan zabrał wszystkie osoby z niebieskimi biletami. Ogłoszono jedynie, że pasażerowie bez biletów nie mogą zajmować miejsc siedzących, co większość zignorowała, szukając odpowiednich miejsc w kabinach i w głównej sali z fotelami. My zajęliśmy miejsca gdzieś w przejściu, prawdopodobnie na progu wyjściowym ze statku. Po chwili ktoś nam powiedział, że są jeszcze miejsca siedzące na dolnym pokładzie, ale w sumie nie mieliśmy potrzeby zmiany miejsca.