Pierwszy dzień na Andamanach

  1. Wkrótce Diwali, jeden z najważniejszych hinduskich festiwali, rozświetli ulice. Tymczasem, przygotowujemy się do kolejnego etapu podróży.
  2. Jest dokładnie 3:00 nad ranem. Czekamy na rozpoczęcie boardingu, czując lekkie podekscytowanie przed kolejnym lotem.
  3. Boarding przebiega bez większych zakłóceń. Oczywiście, przy drzwiach czeka kolejny funkcjonariusz – wojskowy lub policjant – skrupulatnie sprawdzający, czy nasz bagaż posiada wymaganą liczbę pieczątek. Po przejściu tej formalności, wsiadamy do autobusu, który zawiezie nas prosto do samolotu.
    Droga z Chennai
  4. Linie KingFisher to prawdziwie inna klasa podróżowania. Po doświadczeniach na lotnisku w Chennai, wsiadamy do nowego, niezwykle eleganckiego airbusa A330. Wnętrze wypełnia przyjemna muzyka płynąca z głośników, a stewardessy prezentują się w stylowych, czerwonych uniformach. Każdy fotel wyposażony jest w prywatny ekranik – wrażenie jest nawet lepsze niż w Lufthansie. Pierwsze, pozytywne wrażenie na chwilę znika, gdy podczas cofania samolotu zanika napięcie, światło gaśnie, a wszystkie ekrany zaczynają się restartować, wyświetlając komunikaty o bootującym się systemie Linux. Na szczęście, po chwili załoga rezygnuje z odtwarzania nagranej prezentacji bezpieczeństwa i osobiście omawia procedury zapinania pasów oraz użycia maseczek tlenowych.
  5. Postanawiamy od razu spróbować zasnąć, co okazuje się być bardzo dobrą decyzją. Start samolotu nastąpił dopiero po pewnym czasie, podobnie jak w przypadku innych linii lotniczych.
  6. Na ekranie przed każdym fotelem można było obserwować widok z przedniej kamery samolotu. To pierwsza taka możliwość, jaką miałem okazję zobaczyć – rozwiązanie zdecydowanie warte zastosowania przez inne linie.
  7. Na pokładzie serwowany jest poczęstunek: dwie bułeczki, woda i owoce. Na razie rezygnujemy z owoców oraz bułki z surówką – zawierała ona jakąś dziwną przyprawę o posmaku pleśni.
  8. Po około godzinie drzemki, przed siódmą rano, pilot ogłosił, że widziana przez nas wyspa jest tą, na której za chwilę wylądujemy.
  9. Po wylądowaniu wracamy do indyjskiej rzeczywistości. Lotnisko przypomina scenografię z filmów o odległych zakątkach świata: mały barak „dworcowy”, płyta lotniska, ciągnik przesuwający schodki do samolotu, autobus wyglądający na co najmniej 50-letni i oczywiście policjant zwracający uwagę jednemu z młodszych pasażerów, że nie wolno robić zdjęć telefonem komórkowym. Co ciekawe, ani robiący zdjęcia, ani sam policjant nie wydają się zbytnio przejęci tą uwagą.
  10. Nie jest zbyt gorąco, ale o 8 rano wydaje nam się, że jest już południe. Wynika to z położenia wysp i faktu, że w całych Indiach obowiązuje ta sama strefa czasowa.
  11. W hali dworca panuje atmosfera niczym z filmów z Ameryki Południowej. Na suficie wiszą liczne wiatraki. Przy wejściu znajdują się dwa biurka, a przy każdym z nich pracuje po pięć osób – panie w sari i panowie. Pierwsze biurko obsługuje „komisję zdrowotną”. Ponownie musimy wypełnić formularz „health check”, identyczny jak ten w Chennai. Następnie przechodzimy do „Immigration check”, gdzie sprawdzane jest wypełnienie formularza imigracyjnego. Kolejny urzędnik weryfikuje, czy posiadamy wizę w paszporcie. Jeśli nie, do akcji wkracza młody człowiek, który wydaje się najlepiej orientować w procedurach. On wypełnia wszystkie wymagane dokumenty i prosi nas o podanie adresu zamieszkania. Całość przypomina nasze komisje wyborcze w mniejszych miejscowościach – urzędnicy pytają siebie nawzajem o sposób wypełniania formularzy i miejsce na pieczątkę. Turyści, których jest około dwudziestu, wypełniają wszystkie rubryki, zdając sobie sprawę, że nikt tych dokumentów tak naprawdę nie przeczyta.
  12. Odbieramy bagaż. Przed lotniskiem czeka na nas kierowca z Andaman Holidays – jak się później okazuje, syn właścicielki, z którą ustalaliśmy wszystkie warunki naszego pobytu. To niezwykle pomocne w odnalezieniu się w lokalnej rzeczywistości i pozwala uniknąć stresu związanego z poszukiwaniami.
  13. Zostajemy odwiezieni do hotelu. Po drodze kierowca opowiada nam o widoku miasta i głównym markecie.
  14. W hotelu zostajemy szybko zakwaterowani. Zanim udamy się na zasłużony odpoczynek, postanawiamy zwiedzić miasto. Udaje nam się jeszcze załapać na śniadanie. Mimo że słońce jest wysoko na niebie i wydaje nam się, że jest już pierwsza po południu, jest dopiero około 9:00.
  15. Śniadanie jest całkiem smaczne, choć skromne. Na szczęście jest herbata, choć podawana tylko z mlekiem. Do tego tosty, omlet, dżem i ziemniaki curry. Smakuje wybornie.
  16. Pokój jest w porządku, biorąc pod uwagę tutejsze warunki. Klimatyzacja działa sprawnie. W pierwszym pokoju nie działał podgrzewacz wody, więc zmieniliśmy lokum. Jest w miarę czysto, chociaż w naszym pokoju mieszka mała jaszczurka i jakiś robaczek. Jak się później okazało, jaszczurek w tej okolicy jest bardzo dużo i zajmują się one głównie polowaniem na komary i inne owady, więc staramy się im nie przeszkadzać.
  17. Poznajemy naszych sąsiadów, którzy wprowadzają się do pokoju obok. To młodzi turyści z Izraela, którzy spędzają w Indiach już trzeci miesiąc, a zupełnie tego po nich nie widać.