Polski (Polska)English (United Kingdom)Deutsch (DE-CH-AT)French (Fr)
Dzień trzeci na Andamanach PDF Drukuj Email
Wpisany przez plusz   
poniedziałek, 29 marca 2010 10:10
AddThis Social Bookmark Button

Kolejny piękny dzień. Dzięki temu, że na Andamanach panuje ta sama strefa czasowa co w całych Indiach, a wyspy są ponad 1100 km na wschód od kontynentu, o 4 rano jest już dzień, a o 8 wydaje się, że to południe. Oczywiście o 4 po południu jest już noc :)

  • pobudka o czwartej, aby zdążyć na prom

  • zamieszanie z rachunkiem, c.d. Okazało się, że mimo zapewnieni recepcjonisty, nadal nikt nie jest w stanie anulować podwójnego rachunku :) Kupiliśmy specjalne bilety/wejściówki na uroczystą kolację z okazji Diwali, a mimo to policzono, że korzystaliśmy ze "standardowego" bufetu kolacyjnego. Przypuszczam, że problem wynika z tego, że nikt nie ma uprawnień do naciśnięcia "delete" w komputerze, albo programista nie przewidział takiej możliwości.

  • punktualnie 5:15 wyjazd pojawia się autko lokalnego biura podróży, które przewiezie nas do portu.

     

  • W porcie już tłoczno. Bilety na nas czekają. Poznajemy nowego pracownika biura, ma na imię Abishake i będzie nam towarzyszył na promie i być może na wyspie - tutaj nie ma nic pewnego. Do ostatniej chwili nie wiadomo którym promem płyniemy, ale dzięki towarzystwu miejscowego opiekuna poranek przebiega bezstresowo.

  • Okazuje się, że mamy 6 osobową kabinę - chyba najdroższa jaka jest an promie. Poznajemy hinduskich turystów. Młode małżeństwo, które na co dzień mieszka w Londynie, oraz mama, ciocia i dwójka małych dzieci. Co ciekawe, oni uwielbiają się "schładzać" klimatyzacją. Dla nas to trochę za zimno i wychodzimy na pokład, aby cieszyć się widokami, obserwować latające ryby (w tą stronę nie było żadnej) i poznać innych współpodróżnych.

    Kabina na promie

  • Havelock wygląda fantastycznie. Port jest znacznie mniejszy, zabudowań murowanych prawie nie ma, mnóstwo kolorowych łódek na brzegu. Czeka już na nas mała taksówka z kierowcą Ajitem. Abishake mówi, że obecnie nas zostawia i zajmie się nami Ajit, a on powrotnym rejsem płynie promem do Port Blair (jak się później okaże, odpłynie po 3 dniach - pewnie bardziej się kalkuluje odsprzedać bilety)

  • Transport do hotelu trwa kilkanaście minut. Umawiamy się, ze jeszcze tego samego dnia popłyniemy na Elephant Beach. W sumie jest dopiero 9 rano.

  • Zjawiamy się w recepcji hotelu Wild Orchid. Perfekcyjnie miła obsługa. Zgodnie z hinduska tradycją zostawiamy buty (klapki) przed wejściem i korzystamy ze śniadania, ponieważ nasz pokój/chatka jest właśnie przygotowywana. Na śniadanie woda kokosowa i do wyboru omlet lub tosty z dżemem. Restauracja nie ma ścian, a jedynie dach - no ale w tym klimacie to warunki wręcz wymarzone na spędzanie czasu.Wild Orchid



    Wild Orchid - Havelock

    Restauracja i recepcja

  • Zanim skończyliśmy śniadanie, pokój jest gotowy. jesteśmy mile zaskoczeni jak czyste są pokoje, nawet jak na europejskie warunki. Wykonanie łazienki mogłoby być bardziej staranne, ale i tak w porównaniu do hotelu w Port Blair jest bardzo duża różnica.

    Wild Orchid -  Havelock

  • Co ciekawe nie ma jaszczurek, ale nie ma też insektów w pokojach - jedną jaszczurkę spotkaliśmy na tablicy informacyjnej w recepcji, ale tam wieczorami jest więcej latającego pożywienia. Jeśli znana jest rola i zwyczaje jaszczurek, budzą one sympatie.

  • W pokoju klimatyzacja, wiatraki, baldachim z moskitierą nad łóżkiem, której i tak nie używaliśmy, ciepła woda, jest nawet rodzaj sejfu - zamykana na porządny kluczyk część szafy. W kontakcie płyn zabijający insekty - jeśli ktoś jedzie do tańszego hotelu, najlepiej zabrać takie urządzenie ze sobą. Jest nawet lustro, telewizora nie ma. Warunki perfekcyjne.

  • Przed domkiem hamak, parasolka przeciwsłoneczna do zabrania na przechadzki. Warunki idealne.

  • Jest dopiero 9 rano więc w oczekiwaniu na kierowcę sprawdzamy jak wygląda plaża - jak wszystko tutaj, jest idealna. Później okaże się, że o różnych porach dnia wygląda inaczej.

  • Kierowca jest punktualny - co do minuty, i upewnia się , czy się nie spóźnił. Być może wynika to ze stereotypu, że w Indiach nic nie jest punktualnie - nasz kierowca zawsze był dokładnie o tej porze o której byliśmy umówieni.
    Okazuje się, że Abishake jednak nie popłynął i popłynie po południu.
  • W porcie korzystamy z pomocy Abishake, aby wynegocjować dobra cenę za banany. 10 rupii za kiść. Banany małe, słodkie - prawie jak jabłka.

  • prywatna łódka na elephant beach


  • najładniejsza rafa na andamanach

  • snorkeling

  • powrót do portu

  • wizyta w szkole nurkowej Barefoot. Warto wziąć ich cennik, bo to również doskonała mapka wyspy, bardzo przydatna szczególnie przy wizycie na „main market".

  • zanik napięcia, ciemność, latarki

  • generator hotelowy, niskie napięcie bez AC

  • na kolację dobra ryba, naan, ser w curry, do tego drinki - koszt ok. 850 rupii (duużo)

Poprawiony: piątek, 16 kwietnia 2010 22:24
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież